Kultura, Podróże

8 nietypowych sposobów na szybką i przyjemną naukę języków obcych

by Aniela-
8-sposobow-na-nauke-jezykow-obcych

Za nami pierwsze miesiące nowego roku. Notesy pełne zapisanych postanowień noworocznych, małych wyrzutów sumienia. Wśród nich często  “nauczę się języka obcego”.

Traktujemy ten język obcy jak zło konieczne, widzimy przed sobą godziny spędzone przy biurku, zadania typu ułóż 10 zdań z czasownikiem, uczenie się słówek na pamięć, pisanie listów do nieistniejących koleżanek opowiadających o tym, jak spędziłeś wakacje.

Niektórzy uczą się na własną rękę, inni zapisują na roczne kursy, dwa razy w tygodniu po dwie godziny.

A przecież to wcale nie jedyny sposób nauki.

Jeśli kolejny rok spędzasz na kursach i zaczynasz tracić serce do języka, to może warto poszukać innej drogi?

 

Oto lista ośmiu wypróbowanych przeze mnie sposobów na naukę języka obcego

(plus zdjęcia z czasów przed smartfonami;):

 

1. Kursy intensywne – szybkie efekty nauki języka obcego

Dużo lepiej, niż tradycyjny, roczny kurs, sprawdził się u mnie kurs intensywny. Kilka lat temu usystematyzowałam sobie podstawy hiszpańskiego na takim właśnie kursie wakacyjnym.

Zajęcia pięć dni w tygodniu przez miesiąc sprawiły, że musiałam pracować na bieżąco, nie mogłam odkładać zadań na ostatnią chwilę (moja specjalność). Codziennie też poznawałam nowe słówka, których nie było wiele, ale jeśli zaniedbałam naukę jednego dnia, materiał zaczynał się kumulować i był znacznie bardziej wymagający później.

Szybkie efekty nauki sprawiły, że uczyłam się chętniej. Tego typu kurs sprawdzi się świetnie przed wyjazdem na przykład na Erasmusa lub na wakacje, bo zdobytą wiedzę będziemy mogli bardzo szybko wykorzystać w praktyce.

Dla kogo: dla wyjeżdżających za granicę do pracy, na wakacje, na Erasmusa. Dla tych, których motywują szybkie efekty nauki.

Co ćwiczymy: gramatyka, słówka, podstawowe zwroty, pisanie w obcym języku.

 

2. Nauka języka za granicą – mój ulubieniec

Muszę przyznać, że moim absolutnym ulubieńcem był miesięczny kurs w szkole językowej w Hiszpanii. Zajęcia w Salamance wspominam z ogromnym sentymentem, bo to tutaj po raz pierwszy naprawdę “rozgadałam się” po hiszpańsku.

Dzieliłam mieszkanie i pokój z innymi studentami, na co dzień posługiwaliśmy się językiem hiszpańskim.

Zajęcia odbywały się przez pięć dni w tygodniu i trwały cztery godziny. Po południu spotykaliśmy się na różnych zajęciach dotyczących kultury Hiszpanii. Próbowaliśmy jedzenia, słuchaliśmy muzyki, chodziliśmy na wycieczki po całej Salamance.

W grupie było nas osiem osób. Wolny czas spędzaliśmy razem, w weekendy chodziliśmy na basen, a jedna z kobiet, amerykańska baletnica, zaprosiła nas do swojego domu na świetną hiszpańską kolację.

Rzadko w trakcie nauki języka udaje się nam wskazać dokładny moment, w którym przechodzimy ze stanu “rozumiem, ale nie mówię”, do “już rozmawiam, nic mnie nie zatrzyma”. Ja mogę tę chwilę wskazać ze stuprocentową dokładnością. Siedziałam z niskim Amerykaninem przy jednym ze stolików na starym mieście, piłam wino i zdałam sobie sprawę, że już od czterech godzin rozmawiamy po hiszpańsku, oglądając zachód słońca i dyskutując o życiu. Przełamanie bariery mówienia jest niezwykle ważne w nauce języka i nadaje jej zupełnie nowy wymiar.

Dla kogo: dla każdego. Polecam absolutnie wszystkim, szczególnie tym, którzy stracili serce do nauki języka. Warto wyjechać znając już podstawy języka.

Co ćwiczymy: zbieramy wszystkie nagromadzone przez lata informacje i wreszcie rozmawiamy. W sklepie, w szkole, w restauracji, na ulicy. I słuchamy. Jak najwięcej.

 

 

3. Intercambio de idiomas – wymiana językowa

W trakcie mojego miesiąca w Salamance odkryłam świetny sposób na darmową naukę języka. To intercambio de idiomas – wymiana językowa. Polega na tym, że przez internet umawiamy się z osobą zainteresowaną szkoleniem języka, który my znamy (w moim przypadku był to angielski). W zamian za to ona uczy nas swojego języka ojczystego.

Na stronie internetowej uniwersytetu w Salamance znalazłam oferty osób zainteresowanych nauką i skontaktowałam się z nimi. Najczęściej umawialiśmy się przy mojej szkole językowej, czasem w kawiarniach. Spotkanie zwykle trwało godzinę, przez trzydzieści minut rozmawialiśmy po angielsku, przez drugie trzydzieści minut po hiszpańsku. W ten sposób obie strony mogły na tej wymianie skorzystać.

Jest to też świetny sposób na poznawanie miasta, bo spotkałam się w ten sposób z lokalsami – mieszkańcami Salamanki. Po “lekcji” chętnie pokazywali mi ciekawe miejsca w mieście, namawiali do spróbowania najdziwniejszych tapas i opowiadali ciekawe historie. Moimi intercambio były na przykład dwie młode dziewczyny, przygotowujące się do wyjazdu na studia, pracownik uniwersytetu i kilka innych, naprawdę sympatycznych osób.

Jak zawsze przy tej metodzie nauki przypominam, by przede wszystkim dbać o swoje bezpieczeństwo i nie spotykać się w miejscach innych niż publiczne, zawsze w ciągu dnia. O ile mi wiadomo, spotkania tego typu organizowane są też w wielu miejscach w Polsce, szczególnie w dużych miastach. Kiedy mój mąż mieszkał w Lublinie, kilka razy spotykał się ze studentami iberystyki, którzy chcieli podszkolić swój język, a także miał wystąpienie na tygodniu hiszpańskim organizowanym przez uniwersyteckie koło naukowe.

Dla kogo: dla tych, których oprócz języka interesuje także kultura i zwyczaje danego kraju.

Co ćwiczymy: słuchanie i mówienie, ale także wyłapujemy wiele potocznych wyrażeń. Nasz język staje się bardziej naturalny, mniej książkowy.

4. Obóz językowy 

Jako nastolatka wyjechałam na obóz językowy, który moim zdaniem okazał się zupełnie przełomowy w moim podejściu do języków obcych. Uczyłam się angielskiego od trzeciej klasy szkoły podstawowej, nauka przychodziła mi łatwo, miałam dobre oceny, ale był to dla mnie jedynie kolejny przedmiot w szkole. Aż do wyjazdu na obóz językowy na Litwie, prowadzony przez amerykańskich nauczycieli z organizacji non-profit.

Tutaj dopiero naprawdę odkryłam, że język nie jest tylko zbiorem reguł i słówek, ale jest ogromna bramą otwierającą inny świat. Być może brzmi to nieco patetycznie, ale dla mnie miesięczny obóz okazał się jednym z najważniejszych wydarzeń, które zmieniły dla mnie wszystko.

Dzięki znajomości angielskiego jeździłam w odwiedziny do znajomych z innych krajów, oprowadzałam światowej sławy naukowców na uniwersytecie (Eric McLuhan), podróżowałam, wyjechałam jako au pair do Hiszpanii, gdzie poznałam mojego męża, bez problemu dostałam pracę jako nauczycielka w Valladolid i w Marbelli i mogłam zarabiać tyle, żeby spokojnie się tu utrzymać.

O samym obozie napiszę więcej, bo było to jedno z ciekawszych doświadczeń, a zarazem pierwszy ogromny krok poza strefę komfortu nieśmiałego introwertyka.

Dla kogo: dla nastolatków.

Co ćwiczymy: przede wszystkim zyskujemy nowe podejście do nauki języka.

5. Au pair – nauka języka w rodzinie

Praca w charakterze au pair wydaje mi się jednym z najlepszych sposobów na szlifowanie języka. Szlifowanie, a nie uczenie się od zera. Uważam, że wyjazd przyniesie dużo więcej korzyści, jeśli znamy już podstawy języka. Będziemy mogli się wtedy skupić na praktyce, przełamywaniu barier i radzeniu sobie w codziennych sytuacjach.

W dodatku to jeden z bardziej opłacalnych sposobów na naukę: uczymy się w zamian za naszą pracę, która często połączona jest ze zwiedzaniem, spędzaniem czasu na basenie czy na plaży. To oczywiście nadal praca, ale często w naprawdę sprzyjających warunkach. Jeszcze jednym plusem jest możliwość wypytania mieszkańców danego kraju o różne zwyczaje, przyswojenie nazw produktów, które dużo łatwiej zostają w głowie, jeśli widzimy je codziennie na półce sklepowej, niż na kartce w kolumnie słówek do zapamiętania.

Dla kogo: dla osób, które lubią dzieci i które potrafią dostosować się do zasad panujących w rodzinie goszczącej.

Co ćwiczymy: cierpliwość;) Poza tym rozmawiamy głównie z dziećmi, więc być może trochę mniej się stresujemy.

 

6. Erasmus 

Wyjazd na Erasmusa stał się już niestety synonimem wyjazdu na niekończącą się imprezę, a nie na wymianę o charakterze naukowym. Ja swoje półroczne studia na Uniwersytecie w Valladolid wspominam inaczej, zapewne dlatego, że wyjeżdżałam będąc już na studiach doktoranckich. Zajęcia na uniwersytecie odbywały się w języku hiszpańskim, nie przyznawano taryfy ulgowej dla obcokrajowców.

Tutaj przede wszystkim znacznie poszerzyłam swoje słownictwo, ale też pierwszy raz tak poważnie musiałam się zmierzyć z pisownią hiszpańską – potrafiłam komunikować się już bez problemów, ale to nie to samo co rozmawiać o filozofii polityki czy sztuki w obcym języku, a co dopiero pisać naukowe rozprawy. Erasmus nie był w moim przypadku wyjazdem “dla zabawy” – wykłady, prace pisemne, czytanie i egzaminy traktowano tu poważnie.

Erasmus nie jest wyjazdem dla tych, którzy w ogóle nie znają podstaw języka, trzeba bowiem wcześniej zakwalifikować się na wyjazd zdając egzamin. Jest za to świetną okazją do szlifowania swoich umiejętności, szczególnie tych wymagających czytania i pisania w obcym języku.

Dla kogo: dla studentów znających język na poziomie B1.

Co ćwiczymy: słownictwo naukowe, pisanie poważniejszych tekstów naukowych.

 

7. Filmy i seriale w oryginale

Najprzyjemniejszym sposobem osłuchiwania się z językiem jest oglądanie filmów i seriali w oryginale. To przede wszystkim dobry sposób na wyłapywanie słownictwa, ale także zapamiętanie gotowych zwrotów i “smaczków” językowych.

Żeby od razu oswoić się z pisownią, bardzo polecam włączyć sobie napisy w tym samym języku. Tak więc seriale angielskie oglądamy z angielskimi napisami, a hiszpańskie z hiszpańskimi. W ten sposób i słuchowcy, i wzrokowcy czerpią korzyści.

Jeśli chodzi o wybór filmów i seriali do nauki angielskiego, mamy bardzo wiele możliwości. Najlepiej chyba w tym wypadku zainwestować w abonament Netflixa i starać się nie stracić głowy w morzu możliwości.

Jeśli chodzi o seriale hiszpańskie, już niedługo napiszę o tych, które mi samej pomogły w nauce. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że serial po hiszpańsku to nie to samo co serial hiszpański. Po hiszpańsku tworzą się seriale w Ameryce Południowej, jednak wymowa, akcent i słowa różnią się od wersji castellano używanej w Hiszpanii.

Dla kogo: dla wszystkich. Szczególnie dla tych, którzy nie mają w tej chwili środków na wyjazd lub kurs. Łączymy przyjemne z pożytecznym – oglądamy ulubiony serial i osłuchujemy się z językiem.

Co ćwiczymy: słuchanie ze zrozumieniem. Wzbogacamy słownictwo i zapamiętujemy wiele gotowych zwrotów.

 

 

8. Wizyty u zagranicznych znajomych

Skutkiem ubocznym wyjazdów na obozy językowe, kursy i prace wakacyjne za granicą jest poznawanie osób z innych zakątków świata. Bardzo często kończy się to wzajemnymi odwiedzinami. Tak stało się i w moim przypadku: poznana na obozie językowym Anda została moją bliską koleżanką. Ona zaprosiła mnie do siebie na dwa tygodnie wakacji, a później ja gościłam ją w Polsce. Trafiłam w ten sposób na festiwal muzyczny na plaży, zwiedziłam Wenecję, wyjechałam w Alpy i spałam nad jeziorem Como.

Dla kogo: dla tych, dla których język jest narzędziem pozwalającym poznać lepiej otaczający świat. I dla tych, którzy nie lubią zwiedzać z przewodnikiem w ręku.

Co ćwiczymy: język w całym jego bogactwie.

 

 

A jak Wy uczycie się języków obcych?

Wolicie kursy trwające cały rok, czy raczej motywują Was intensywne, codzienne ćwiczenia?

Koniecznie dajcie znać w komentarzach:)