in Podróże, Życie w Hiszpanii

Blogerka?

at
blogerka

Jadę po zakupy, jak co tydzień zresztą, nic niezwykłego, kilka owoców, może jogurt. Zakładam okulary przeciwsłoneczne, bo chociaż jest środek marca, to świeci słońce, a termometr pokazuje 23 stopnie.

Samochód miękko wychodzi z zakrętu i, jak za każdym razem, widzę morze. Nie jakiś mały fragmencik, brudnawą niebieską plamę. Widzę, jak stroma uliczka, wzdluż której rosną imponujące palmy i drzewka pomarańczowe, prowadzi prosto do odbijającego promienie słońca blękitnego morza. Czasem po niebie przepływają maleńkie białe chmurki, czasem jest ono tak niebieskie, że przypomina jakiś niewiarygodny fotomontaż.

No i jadę dalej po te moje zakupy, ale po glowie kołacze mi sie myśl, że gdybym byla blogerką z prawdziwego zdarzenia, to bym sie zatrzymała i nagrała instastory, zrobiła kilka zdjęć albo może mały look of the day z morzem w tle.

I myślę czasem, że życie nie jest sprawiedliwe, że ktoś inny dałby się pokroić za takie warunki, za góry i morze, za Gibraltar, który tak pięknie widać, gdy powietrze jest czyste, za zarys Afryki na horyzoncie, za drzewka oliwne na zwykłym codziennym spacerze, za narzeczonego, który jest fotografem i którego nie trzeba prosić o zrobienie zdjęcia. Za dobrą pracę, za mieszkanie i cudowny klimat Hiszpanii.

Myślę też, że ktoś inny lepiej by wykorzystał ten potencjał, miałby już tysiące followersów i najpopularniejszego bloga w internecie. Że potrafiłby lepiej podzielić się tym życiem, o którym wielu nieśmiało marzy.

A potem myślę, że życie nie musi być takie zero-jedynkowe, albo wszystko, albo nic. Że następnym razem w drodze po zakupy nie zatrzymam samochodu, ale może chociaż wyciągnę telefon i zrobię zdjęcie przez przednią szybę. To nie jest może szczyt marzeń, ale calkiem dobry początek.

Prawda?

Aniela