in Kuchnia, Życie w Hiszpanii

Wiosenny niezbędnik: domowy peeling kawowy

at
peeling-kawowy

Słuchy dochodzą aż do Hiszpanii, że w Polsce widać już pierwsze oznaki wiosny. Z jednej strony to świetna wiadomość dla wszystkich tych, którzy zimą zapadają w głęboki sen i czekają na pierwsze promienie słońca, by z energią wziąć się do działania. Z drugiej strony po głowie snuje się myśl, że skoro słońce, to też ciepło, a jak ciepło, to może trzeba będzie wymienić spodnie na spódniczkę. Ta myśl, choć taka niewinna, może być przyczyną nerwowego badania stanu własnej skóry, która po zimie nie prezentuje się zbyt wyjściowo.

Jeśli zatem słowo wiosna kojarzy się wam nie tylko ze śpiewem ptaków i zapachem kwiatów, ale także z wyzwaniem, jakim jest prezentowanie światu większych powierzchni swojego ciała, to peeling, o którym piszę dzisiaj, może okazać się pierwszym krokiem do lepszego samopoczucia.

Peeling ten świetnie sprawdza się na przykład przed nałożeniem pianki samoopalającej, kiedy zależy nam szczególnie na pozbyciu się suchych skórek.

Efekt jest naprawdę świetny, dużo lepszy niż ten uzyskany dzięki drogeryjnym peelingom mechanicznym. Już po pierwszym użyciu skóra staje się gładka, w dodatku w łazience unosi się przyjemny zapach miodu, cynamonu i kawy.

Przepis na peeling kawowy jest bardzo prosty i można go dowolnie modyfikować. Bazą jest dla mnie oczywiście kawa, a dokładniej to, co zostaje po jej zaparzeniu – fusy. Na co dzień do przygotowania kawy używam kawiarki, więc zebranie fusów nie sprawia większego problemu.

Do kawy dodaję dwie łyżki oliwy z oliwek (extra virgin), cynamon i miód. Moja ulubiona wersja tego peelingu to ta, w której skład wchodzi brązowy cukier. Kryształki cukru są duże, należy więc dość delikatnie masować ciało peelingiem. Na koniec dodaję około dwie łyżki żelu pod prysznic, by uzyskać łatwą w nakładaniu konsystencję.

Jeśli brązowy cukier nie jest waszym ulubieńcem, możecie spokojnie wymienić go na sól lub łagodniejszy cukier biały. Zachęcam do modyfikowania podstawowego składu peelingu, dodając na przykład ulubione olejki albo imbir.

Jeśli nie lubicie długo czekać na efekty, to mam dla was dobra wiadomość – już po pierwszym zastosowaniu skóra jest miękka i bardzo przyjemna w dotyku. Regularne wykonywanie peelingu powinno pomóc w zwalczaniu znienawidzonego cellulitu dzięki specjalnym właściwościom kawy (a dokładniej kofeiny).

Przeciwwskazania: osoby borykające się z pękającymi naczynkami powinny raczej unikać tego typu peelingów, to samo dotyczy kobiet w ciąży, którym nie służą kosmetyki zawierające w swoim składzie kofeinę.

Dajcie znać, jakie peelingi naturalne sprawdzają się u was i jak wy przygotowujecie się do wiosny:)

Aniela